Przeprowadzka
Pstryk pstryk
Zakupiłem sobie dzisiaj aparat fotograficzny. Ponieważ stary Zenit ledwo już zipie i od czasu do czasu źle naświetla klisze musiałem w końcu zaopatrzyć się w coś nowszego, a na lustrzankę cyfrową niestety jeszcze nie mogę sobie pozwolić. Wybór padł na Nikona F55, którego udało mi się nabyć po śmiesznie niskiej cenie na wyprzedaży. Aparat jest całkiem przyjemny, wyjątkowo jak na lustrzankę lekki. Liczba funkcji może nie powala, ale mnie w zupełności wystarczy; w porównaniu do Zenita i tak drastycznie zwiększa moje możliwości. Do całości dokręcony obiektyw 28-80 G Nikkor. Na dzisiejsze czasy sprzęt dość zabytkowy, ale będę mógł wreszcie popstrykać trochę. :)
Kontaktowi dla potłuczonych
Naszło mnie na rozmyślania na temat święcącego ostatnio wielkie sukcesy na arenie medialnej programu publicystycznemu “Szkło kontaktowe”. Dla niewtajemniczonych, program nadaje TVN24, prowadzi go dwóch sympatycznych redaktorów, Tomasz Sianecki oraz Grzegorz Miecugow, którzy w towarzystwie paru artystów kabaretowych i kolegów dziennikarzy komentują, w konwencji pół żartem pół serio, różne gafy i wpadki polityków.
Szczerze przyznaję, że nie rozumiem na czym polega fenomen tego programu. Skąd bierze się tyle pochlebnych opinii, zachwyconych widzów? Za co te nagrody? Pomysł jest może i rzeczywiście ciekawy (zdecydowanie lepszy niż odmóżdżający Majewski) ale jego realizacja raczej kiepska. Ot, siedzi sobie dwóch facetów i przez 60 minut prowadzą luźną gadkę o niczym przerywaną od czasu do czasu materiałem filmowym. Przyznaję, bywa zabawnie, można się czasem pośmiać, raz na jakiś czas ktoś zabłyśnie ciekawym komentarzem, ale generalnie większość czasu antenowego to bezsensowna paplanina. Z zapraszanych komentatorów właściwie tylko Artur Andrus potrafi autentycznie rozbawić, cała reszta, wliczając w to dziwnie speszonego Daukszewicza, ma spore trudności z prowadzeniem (w założeniu chyba śmiesznej) konwersacji. Na domiar złego ktoś wpadł na pomysł żeby pozwolić telefonować widzom podczas programu. W efekcie czego około jedna trzecia czasu poświęcana jest na wysłuchiwanie zdania ludzi, których nikt normalnie o zdanie nie pyta (tzw. opinia publiczna), i którzy na dodatek nie mają nic sensownego do powiedzenia. Bardzo zresztą irytuje mnie stronniczość, może nie tyle samych prowadzących, co telewidzów. Tomasz Lis bardzo trafnie w jakimś felietonie określił program jako Radio Maryja dla wykształciuchów. Dochodzę do wniosku, że program podoba się przede wszystkim właśnie frustratom, którzy niezadowoleni z ostatniego rządu muszą sobie gdzieś ulżyć, a “Szkło” świetnie się do tego celu nadaje. Za wypisywanie takich rzeczy ktoś mnie pewnie zaraz posądzi o sympatyzowanie z bliźniaczą opcją polityczną. Nic bardziej mylnego. Ja zwyczajnie nie przepadam za hipokryzją.
P.S. Książka “Kontaktowi czyli szklarze bez kitu” jest nudna, choć napisana całkiem przyjemnym stylem. Składa się niestety głównie z hermetycznych i nierozwiniętych anegdot, wspomnień interesujących tylko dla samych autorów i ich znajomych oraz rozmaitych faktów które dla nikogo nie są chyba specjalną nowością.
Narrator niewiarygodny
Obejrzałem sobie dzisiaj filmidło pt. “War”. Dobrze skrojony film sensacyjny z elementami japońskimi (bardzo fajnie zrealizowana sekwencja walki na miecze w okolicach początku filmu) choć całość zawiera trochę logicznych błędów i nie bardzo zdaje po zakończeniu test na wiarygodność. No ale nie o tym chciałem napisać. Ten film to już drugi przykład scenariusza, w którym główny bohater okazuje się pod koniec filmu tym złym. Pierwszy taki film to “Chaos”, nomen omen też z Jasonem Stathamem. Oczywiście w obydwu filmach pomimo zastosowania ciekawego pomysłu fabularnego jego wykonanie pozostawia ogromny niedosyt, bo nie wytrzymuje po prostu wspomnianej już wcześniej próby wiarygodności.
Powodem dla którego o tym piszę jest to, że taki pomysł na fabułę chodzi za mną już od bardzo dawna. Jak wiadomo podstawową zasadą kryminału jest to, że mordercą jest ten, kogo w ogóle byśmy o to nie podejrzewali. Kierując się tą zasadą stwierdziłem, że najmniej podejrzany jest przecież główny bohater, narrator, detektyw owego mordercy szukający. I tak narodził się pomysł. Swego czasu chciałem napisać jakieś przewrotne opowiadanie czy scenariusz rpg oparty na takim założeniu, ale że brak mi zdolności literackich nie pozostaje mi nic innego jak czekać, aż ktoś inny zrealizuje dobrze ten pomysł.
Całość należałoby osnuć wokół jakiegoś wątku kryminalnego, chociaż sceneria wcale nie musi być współczesna. Główny protagonista ma za zadanie dopaść nieuchwytnego mordercę lub zamachowca, który dybie właśnie na czyjeś życie, a nasz bohater musi go zdemaskować zanim temu uda się to życie zakończyć. Sztuką jest tu takie poprowadzenie akcji i narracji, aby czytelnik/widz nie zorientował się, że bohater poluje właściwie na samego siebie mydląc wszystkim (z czytelnikiem włącznie) oczy, a przy tym żeby po przeczytaniu całości wszystkie elementy były logiczne i wiarygodne. Podobny chwyt zastosował też Dick w ‘A Scanner Darkly’ ale jednak w nieco innej formie. Ostatecznie poszukiwanego szwarccharakteru nie udaje się złapać podobnie jak nie udaje się ocalić osoby, na którą ów polował. Gdy już wydaje się, że to koniec, główny protagonista chowa do walizki dymiący pistolet, zakrwawiony sztylet czy zatrute rękawiczki, uśmiecha się jadowicie do czytelnika i odchodzi w siną dal. Jak dotąd nie udało mi się natrafić na realizację takiego pomysłu w pełnej rozciągłości ani w kinie ani w literaturze.
Koncepcja niewiarygodnego narratora nie jest oczywiście niczym nowym, szukam tylko konkretnego jej zastosowania, bo bardzo mi taka konwencja fabularna odpowiada. Najbliższy doskonałości był chyba Kevin Spacey w ‘Usual Suspects’, ale tam bohaterów jest kilku i od początku wszyscy są podejrzani. Serialowy “Dexter” też się oczywiście nie liczy, bo tam od pierwszego odcinka wszystko jest jasne. Jeżeli ktoś spotkał się kiedyś z czymś podobnym to proszę o cynk.
O muzyce górolskiej, hej!
Oglądając dziś trasmisję z pasterki odbywającej się gdzieś na terenach opanowanych przez górali ukuliśmy z siostrą ciekawą teorię dotyczącą ichniej muzyki. Po chwili obserwacji góralskich skrzypków doszliśmy mianowicie do wniosku, że muzyka góralska składa się właściwie w całości z monotonnych i energicznych pociągnięć smyczkiem w rozmaitych tonacjach, a co za tym idzie nadaje się świetnie do wykonywania po uprzednim spożyciu, ponieważ nie wymaga specjalnego zaangażowania rytmicznych części mózgu i pozwala na maksymalną oszczędność ruchową grającego. Wysunęliśmy też teorię, zgodnie z którą zamiłowanie mieszkańców terenów okołogórskich do przyjmowania alkoholu do organizmu ukształtowało taki właśnie styl muzyki niepozwalając zarazem na dalszy jej rozwój, który wymagałby od skrzypka większej sprawności manualnej i jasności umysłu.
Z innych ciekawych obserwacji… wykonane w stylu góralsko-tradycyjnym ornaty ciekawie prezentowałyby się z wyhaftowanym ‘HEJ!’ na plecach.
Tak, jestem uprzedzony! ;)
Laptok
Korzystając z paskudnie niskiego kursu dolara zakupiłem sobie za oceanem laptopa. Ponieważ komputery przenośne są zaprawdę wspaniałymi urządzeniami, to podzielę się tutaj swoim szczęściem.
Laptop jest marki HP dv6500t, posiada dwurdzeniowy procesor Intela 2.0GHz oraz 2GB co pozwala na komfortową pracę na zainstalowanej fabrycznie (alas!) Viście. Wygląd sprzętu jest bardzo estetyczny, rzekłbym nawet nieco ekskluzywny. Lśniąca czarna obudowa pokryta jest czymś w rodzaju “słojów” drewna. Bardzo ładny design choć dość łatwo łapie odciski paluchów. Zaskoczeniem jest całkiem spora waga komputera spowodowana głównie wielką baterią, która choć standardowa (6 cell) wystaje z obudowy na kilka centymetrów, tak że laptop na stole jest lekko pochylony do przodu. Temperatura sprzętu jest zupełnie do przyjęcia, spód obudowy nie parzy tylko przyjemnie grzeje w nogi (podobno powoduje to bezpłodność!) a i nadgarstki pod klawiaturą można sobie zimą lekko ogrzać. Głośność pracy jest doskonała, czyli praktycznie jej nie ma, jedyne co hałasuje to napęd CD. Karta graficzna to niestety zintegrowany chipset Intela. Grać się na tym zupełnie nie da, ale do obsługi oprogramowania w zupełności wystarcza. Dla wybrednych dostępna jest droższa o paręset dolarów wersja z kartą nVidia. Klawiatura chodzi przyjemnie i cicho, touchpad jest duży i wygodny w użyciu, wyposażony w przycisk, którym można go wyłączyć przy pracy z myszką oraz pasek z boku do scrollowania ekranu. 15” ekran spisuje się znakomicie a głębia kolorów jest niemalże doskonała. Gniazda umieszczone na obudowie: wyjście S-video oraz wyjście wideo do zewnętrznego monitora, firewire, 3 (tylko) porty USB, modem i ethernet, czytnik kart wszelakich, port rozserzeń, złącze ExpressCard, 2 wejścia na słuchawki i jedno ma mikrofon. Do tego port podczerwieni, bluetooth i wi-fi. Neostradę można spokojnie złapać bezprzewodowo bez konieczności wtykania w USB firmowego adaptera. Komputer wyposażony jest też w umieszczony nad klawiaturą panel przycisków do kontroli multimediów oraz mały pilot. Niestety pilot i panel współpracują tylko z firmową aplikacją HP i nie ma możliwości ich konfiguracji (przynajmniej pod Vistą). Dziwną praktyką jest też brak płyty z systemem operacyjnym. Zamiast tego system i sterowniki do laptopa znajdują się na oddzielnej partycji, z której można bez użycie płyty przywrócić lub przeinstalować system. Sama Vista w wymienionej wyżej konfiguracji działa płynnie i bezproblemowo. System od strony graficznej wygląda bardzo ładnie a strona praktyczna jest hmm… inna, ciężko powiedzieć czy gorsza w użytkowaniu, może trzeba się przyzwyczaić do pewnych zmian. Nie dane mi było doświadczyć słynnych problemów z kompatybilnością ze starszym sprzętem, ale podłączanie drukarki jeszcze przede mną.
Jeżeli chodzi o korzyści płynące z samego posiadania laptopa to najważniejszą jest niewątpliwie możliwość pracy i oglądania filmów leżąc w łóżku (pozdrawiam Mamofyen! :))
Wizualnie komputer wygląda tak oto:
Wielki Rewizor
Zostałem dziś mianowany budzącym postrach i siejącym przerażenie Mrocznym Rewizorem Słupskiej Sekcji Aikido. Co oznacza mniej więcej tyle, że raz do roku mogę sobie parafować raport o finansach i wydatkach sekcji. Behold! Generalnie powiało czasami gdy do wszystkiego potrzebny był kolektyw.
Z innych ciekawych zajść mających miejsce podczas dzisiejszego walnego zebrania (poza, rzecz jasna, głosowaniem nad metodą głosowania):
“Poddaję pod głosowanie wniosek o udzielenie absolutorium komisji rewizyjnej za rok 2007. Kto jest za? Kto jest przeciw? Kto się wstrzymał? Kto nie zrozumiał słowa absolutorium?”
Broken News
“It’s official. Sex is good for you. According to the latest scientific research having sex is better than being unhappy.”
“Mr Hancock tried and failed three times to shoot his mother, eventually made his way out to his yard where, in an apparent attempt to commit suicide, he turned the gun on himself, but missed instead shooting dead his neighbour’s horse which was grazing in an adjoining field. When the neighbour in question, sixty-seven year old Clarance Flippencock, who had a history of heart problems, heard that shot and came out to see what had happened he collapsed, later dying in hospital after suffering a cardiac arrest.”
Jeżeli ktoś jeszcze nie spotkał się z wyświetlanym na BBC programem komediowym “Broken News” to serdeczenie do takiego spotkania zachęcam. Ideą programu jest parodiowanie poważnych serwisów informacyjnych w rodzaju BBC News czy CNN. Wszystko tu wygląda jak w prawdziwych, profesjonalnie zrealizowanych wiadomościach a śmiertelnie poważni prezenterzy z nienagannym agnielskim akcentem przekazują całkowicie nonsensowne informacje (np. o broni atomowej w boliwii, obchodach dnia połowy II wojny światowej czy zalaniu przez wodę małej wysepki na oceanie). Całość jest niestety trudno dostępna w sieci i wymaga dobrej znajomości angielszczyzny. Fragmenty obejrzeć można na stronach BBC.



