Delajowe Wynurzenia

“Frankly, my dear, I don’t give a damn.”

Filmowo – 2

Volkodav – Rosyjskie fantasy. Takich filmów nie należy robić. Wszyscy aktorzy to faceci z brodą, być może nawet wszystkich gra ten sam aktor, ciężko stwierdzić. Głównemu bohaterowi z brodą ukazuje sie matka boska i wykłada mu, że mir eta ljubow, więc bohater zabija wielu złych facetów z brodą, ratuje świat i zdobywa serce pięknej słowiańskiej dziewoi. Właściwie wszystko w tym filmie jest złe, scenariusz, aktorzy, montaż, efekty specjalne. Fajny jest tylko nietoperz. Szkoda, bo Rosjanie zwłaszcza ostatnio pokazali, że potrafią kręcić świetne filmy. Ocena: 1/5

15:10 do Yumy – Remake, co dość popularne ostatnio. Westernu, co zdecydowanie mniej popularne. Ranczer na granicy bankructwa podejmuje się eskortowania groźnego bandyty na stację kolejową, gdzie tytułowy pociąg więzienny ma go zabrać przed oblicze sprawiedliwości. Bandziora oczywiście próbują odbić jego towarzysze, a sam herszt okazuje się postacią bardzo niejednoznaczną. Bardzo dobry film, fajne kreacje aktorskie Crowe’a (świetny kapelusz!) i Bale’a. Całość raczej niezbyt w duchu klasycznego westernu, więc pewnie dlatego fajnie się ogląda. Szkoda, że nikt nie wpadł na pomysł żeby zrobić jakąś muzykę do tego (na soundtracku jest, ale w filmie, poza samą końcówką, w ogóle się jej nie zauważa). Zdecydowanie lepsze niż oryginał, co akurat jest normą w przypadku remake’ów. Ocena: 4/5

The Flock – Taki sobie thriller psychologiczny. Wielka szkoda, że bardziej thriller niż psychologiczny. Bohaterem jest urzędnik-weteran zajmujący sie nadzorem zarejestrowanych przestępców seksualnych, który odchodzi niebawem na emeryturę, wyszkolić więc musi sobie godną następczynię. Do tego dochodzi wątek porwanej nastolatki, którą trzeba odnaleźć zanim źli ludzie obetną jej różne rzeczy. Miałem nadzieję, że akcja rozwinie się w coś w rodzaju ‘8mm’, gdzie bohatera powoli wypacza obsceniczna rzeczywistość, z która musi obcować, ale twórcy woleli postawić na proste rozwiązania, więc dużo straszą i leje się krew. Wyjątkowo wkurzający montaż scen otwierających film, aż miałem ochotę go wyłączyć. Przyzwoita rola Richarda Gere jako człowieka bezradnego. Jak zwykle śliczna Claire Danes nic do filmu nie wnosi i zupełnie nie wiem po co jej postać umieszczono w tej historii. Zakończenie sfuszerowane, czyli dobrzy pozostają dobrzy, zło zostaje ukarane a ofiary żyją długo i szczęśliwie. Ocena: 2/5

Atonement – Melodramat z wojną w tle. Film bardzo nierówny, zdecydowanie zbyt pretensjonalny i łzawy, żeby zrobić na kimś większe wrażenie. Młoda dziewczyna pokutuje za grzechy dzieciństwa, kiedy to mylna interpretacja pewnych zdarzeń zniszczyła miłość życia jej siostry. Zasadniczo pomysł jest dobry, ale jego wykonanie kuleje. Jak na film o ekspiacji zdecydowanie za dużo wątków poświęcono wojnie. Film wojenny też to nie jest. Jest kilka niezłych scen, ale całość nie wytrzymuje próby wiarygodności, jest bardzo naiwna i zbyt melodramatyczna żeby wzruszyć. Na dodatek chronologia zdarzeń to prawdziwy koszmar. Akcja zaczyna się w latach 30. gdzie te same wydarzenia pokazane są z punktu widzenia różnych osób, potem przeskakujemy w czasy II wojny światowej żeby za chwilę cofnąć się z powrotem i obejrzeć te same sceny puszczone wstecz, następnie znów wracamy, cofamy się wstecz o 3 tygodnie w zupełnie inne miejsce, po drodze jest jeszcze kilka retrospekcji, a na zakończenie przenosimy się do czasów współczesnych i dowiadujemy się, że pół filmu właściwie się nie zdarzyło. Aktorsko nic nadzwyczajnego, a Keira Knightle’y jest wyjątkowo irytująca. Muzyka niezła, zwłaszcza pomysłowo wplecione takty na maszynie do pisania tworzą interesujący efekt. Zdjęcia momentami śliczne, choć na zbliżeniach strasznie chaotyczne. Całość warto zobaczyć głównie dla rewelacyjnej sceny na plażach Dunkierki, która trwa ok. 5 minut i została nakręcona jako jedno długie ujęcie. Generalnie podobną, tylko o wiele lepiej zrobioną, opowieść można obejrzeć w “Bardzo długich zaręczynach”. Ocena: 3/5

25 styczeń 2008 Opublikował/a delajati | Film | , , , , , , | 2 komentarzy

O wiolonczeli

Właściwie to nie jestem zwolennikiem coverów ani innych remixów piosenek. Z jednym chlubnym wyjątkiem. “Nothing Else Matters” zespołu Metallica jest oczywiście kawałkiem kultowym i bez wątpienia świetnym dziełem muzycznym, ale aranżacja tego utworu na wiolonczele wykonana przez zespół Apocalyptica jest absolutnym arcydziełem. Gitarę zastąpiono kwartetem smyczkowym i usunięto wokal, co tylko wyszło piosence na dobre, bo tekst przeszkadzał w odbiorze melodii. Nieznający jeszcze mogą się z powyższym utworem zapoznać np. tutaj. Rekomenduję też utwór “Fade to Black” tej samej kapeli. Samej kapeli zaś, z kilkoma może jeszcze wyjątkami, nie polecam. Wiolonczela jest fenomenalnym instrumentem, ale można też z niej wydobyć cała gamę wyjątkowo irytujących i przykrych dla ucha dźwięków. Apocalyptica potrafi z takich dźwięków komponować całe piosenki.

P.S. Żałoby narodowe zaczynają być w naszym pięknym kraju nadwiślańskim trochę męczące. Widać skoro Leszek nie może trafić do annałów historii, to chociaż do księgi rekordów Guinnessa spróbuje.

25 styczeń 2008 Opublikował/a delajati | Muzyka | , , , , | Nie ma jeszcze komentarzy