Delajowe Wynurzenia

“Frankly, my dear, I don’t give a damn.”

Seriale sentymentalne

Oglądam ostatnio dużo (zdecydowanie za dużo!) seriali, a że amerykańscy scenarzyści strajkują i na nowe odcinki jeszcze przez jakiś czas się nie zanosi zacząłem powracać do seriali starych i sentymentalnych. W ramach wspomnień krótka lista seriali, na których się odchowałem. Patrząc z dość odległej perspektywy większość wydaje się teraz strasznie kiczowata, ale dwunastolatki mają trochę inne gusta filmowe.

MacGyver – Serial absolutnie klasyczny i kanoniczny. Dzielny Richard Dean Anderson i jego scyzoryk szwajcarski. To jeden z tych seriali, które teraz wydają się okropnie idiotyczne. Ale za to jak się to kiedyś oglądało!

A-Team – Kolejny klasyk. Serial oparty na schemacie, czyli w każdym odcinku jest to samo, zmieniają się tylko postacie drugoplanowe. Do tego niezapomniany motyw muzyczny. Oraz obwieszony złotem Mr. T.

Robin of Sherwood – Absolutny majstersztyk. Zdecydowanie najlepsza ekranizacja przygód Robin Hooda jaka kiedykolwiek powstała. Jeden z tych seriali, które lubię od czasu do czasu zobaczyć jeszcze raz, bo nigdy się nie nudzi. Michael Pread był wtedy bożyszczem nastolatek.

Babylon 5 – Do dzisiaj jeden z lepszych seriali s.f. jakie powstały. Nigdy nie obejrzałem go w całości. Telewizja ogólnie dostępna nie wyemitowała wszystkich sezonów a Internetu nie było wtedy w każdym domu. Muszę to kiedyś nadrobić.

Earth 2 – Mało znany i szybko wycofany z produkcji serial s.f. A szkoda bo był naprawdę fajny fabularnie. Całość opowiadała o grupie kolonistów, którzy próbują osiedlić się na obcej planecie.

Space: Above & Beyond – Kolejny serial s.f. Nakręcony w dość poważnej konwencji wojennej. Naprawdę przykuwało do ekranu doskonała fabuła, oryginalnym scenariuszem i tą powagą właśnie.

X-Files – Znowu klasyk, którego chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Do tego kolejny niezapomniany motyw muzyczny. Szkoda, że twórcy nie potrafili skończyć go w odpowiednim momencie i jakoś sensownie zamknąć fabuły. Droga do kariery Davida Duchovnego, który nota bene gra teraz w świetnym serialu pt. “Californication”.

Czarodziejka z księżyca – Dla wielu pierwsza okazja obcowania z prawdziwym japońskim (bo było też sporo amerykańskich dziwadeł) anime. Dziś oczywiście wydaje się strasznie kiczowate, ale wtedy to było naprawdę coś. Typowe dla tamtych czasów bajki w rodzaju gumisiów czy smerfów były zupełnie inne, pewnie dlatego czarodziejki tak fascynowały. Inne anime w rodzaju “Generała Dajmosa” oczywiście też miło wspominam.

Seriali było oczywiście więcej. Wspomnę chociażby o początkach Bruce’a Willisa w “Na wariackich papierach”, “Kojaku”, “Poruczniku Columbo” czy “Star Treku” (tym z Patrickiem Stewartem). Poza tym były jeszcze klasyki komediowe: “Przyjaciele”, “Świat według Bundy’ch”, “Allo, allo” albo “Roseanne”.

Przyznam się jeszcze publicznie, że nigdy nie lubiłem i nie obejrzałem w całości polskich klasyków w rodzaju “Czterech pancernych i psa”, “Stawki większej niż życie” albo “Janosika”.

13 styczeń 2008 - Opublikował/a delajati | Film | | 2 komentarzy

2 komentarzy »

  1. tez ogladalam te seriale. teraz mi doszlo:Star gate i stargate atlantis. heroes. lost. far escape. mam ten problem ze czasem mam klopoty z napisami. Ty nie masz tego problemu.
    4 pancernych oglalam. i nie pluje:)

    Comment - autor: el | 15 styczeń 2008

  2. Polecam jeszcze Dexter i House M.D. :)

    Comment - autor: delajati | 15 styczeń 2008


Dodaj komentarz