Delajowe Wynurzenia

“Frankly, my dear, I don’t give a damn.”

Kontaktowi dla potłuczonych

Naszło mnie na rozmyślania na temat święcącego ostatnio wielkie sukcesy na arenie medialnej programu publicystycznemu “Szkło kontaktowe”. Dla niewtajemniczonych, program nadaje TVN24, prowadzi go dwóch sympatycznych redaktorów, Tomasz Sianecki oraz Grzegorz Miecugow, którzy w towarzystwie paru artystów kabaretowych i kolegów dziennikarzy komentują, w konwencji pół żartem pół serio, różne gafy i wpadki polityków.

Szczerze przyznaję, że nie rozumiem na czym polega fenomen tego programu. Skąd bierze się tyle pochlebnych opinii, zachwyconych widzów? Za co te nagrody? Pomysł jest może i rzeczywiście ciekawy (zdecydowanie lepszy niż odmóżdżający Majewski) ale jego realizacja raczej kiepska. Ot, siedzi sobie dwóch facetów i przez 60 minut prowadzą luźną gadkę o niczym przerywaną od czasu do czasu materiałem filmowym. Przyznaję, bywa zabawnie, można się czasem pośmiać, raz na jakiś czas ktoś zabłyśnie ciekawym komentarzem, ale generalnie większość czasu antenowego to bezsensowna paplanina. Z zapraszanych komentatorów właściwie tylko Artur Andrus potrafi autentycznie rozbawić, cała reszta, wliczając w to dziwnie speszonego Daukszewicza, ma spore trudności z prowadzeniem (w założeniu chyba śmiesznej) konwersacji. Na domiar złego ktoś wpadł na pomysł żeby pozwolić telefonować widzom podczas programu. W efekcie czego około jedna trzecia czasu poświęcana jest na wysłuchiwanie zdania ludzi, których nikt normalnie o zdanie nie pyta (tzw. opinia publiczna), i którzy na dodatek nie mają nic sensownego do powiedzenia. Bardzo zresztą irytuje mnie stronniczość, może nie tyle samych prowadzących, co telewidzów. Tomasz Lis bardzo trafnie w jakimś felietonie określił program jako Radio Maryja dla wykształciuchów. Dochodzę do wniosku, że program podoba się przede wszystkim właśnie frustratom, którzy niezadowoleni z ostatniego rządu muszą sobie gdzieś ulżyć, a “Szkło” świetnie się do tego celu nadaje. Za wypisywanie takich rzeczy ktoś mnie pewnie zaraz posądzi o sympatyzowanie z bliźniaczą opcją polityczną. Nic bardziej mylnego. Ja zwyczajnie nie przepadam za hipokryzją.

P.S. Książka “Kontaktowi czyli szklarze bez kitu” jest nudna, choć napisana całkiem przyjemnym stylem. Składa się niestety głównie z hermetycznych i nierozwiniętych anegdot, wspomnień interesujących tylko dla samych autorów i ich znajomych oraz rozmaitych faktów które dla nikogo nie są chyba specjalną nowością.

10 styczeń 2008 - Opublikował/a delajati | Varia | | Nie ma jeszcze komentarzy

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz