Delajowe Wynurzenia

“Frankly, my dear, I don’t give a damn.”

Filmowo

Kinematografia, z która miałem ostatnio okazję obcować:

AVENGER: Kino szpiegowskie i Rambo dla oldboyów w jednym. Ekranizacja książki F. Forsytha. Skręcone znośnie ale bez polotu. Aktorstwo żadne. Fabuła rozwlekła, przewidywalna a na dodatek pozbawiona sensu i zakończenia. Z nudów można zobaczyć.

SKINWALKERS: Film o wilkołakach. Są tam dobre wilkołaki, złe wilkołaki, wilkołaki na motorach, ojcowie wilkołaki, babcie wilkołaki a nawet pół-wilkołaki. Nie ma za to krzty sensu. Ciekawe czy ktoś kiedyś skręci jakieś fajne kino oparte na Świecie Mroku. Taki “Underworld” ze scenariuszem.

BECOMING JANE: Jane Austen wciąż na topie. Tym razem nie ekranizacja książki, ale pseudobiografia (byli już zakochani Szekspir i Moliere; kto następny?). Zadziwiająco sprawnie zrobione kino. Miłe aktorstwo, przyjemne zdjęcia, świetna muzyka. Scenariusz naprawdę przyzwoity, w zasadzie to taka “Duma i uprzedzenie” pozbawiona happy endu. Ann Hathaway jakoś mi nie pasowała, ta kobieta ma tak skrojone usta, że cały czas wygląda jakby się uśmiechała. Niemniej film gorąco polecam.

MR. BROOKS: Thriller. Kevin Costner w całkiem przyzwoicie zagranej roli psychopaty-mordercy z rozdwojeniem jaźni zagranym zdecydowanie przyzwoiciej prze Williama Hurta. Nie trzyma w napięciu, ale pomysł ciekawy i ogląda się bez nudy. Nie wiem tylko po co w tym filmie Demi Moore. Sceny z jej udziałem można ze spokojnym sumieniem pominąć, bo nic nie wnoszą do fabuły. No i szkoda zakończenia, bo nie przepadam za krwią tryskającą majestatycznie z arterii niczym w japońskim kinie samurajskim.

10 styczeń 2008 - Opublikował/a delajati | Film | | Nie ma jeszcze komentarzy

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz