Narrator niewiarygodny
Obejrzałem sobie dzisiaj filmidło pt. “War”. Dobrze skrojony film sensacyjny z elementami japońskimi (bardzo fajnie zrealizowana sekwencja walki na miecze w okolicach początku filmu) choć całość zawiera trochę logicznych błędów i nie bardzo zdaje po zakończeniu test na wiarygodność. No ale nie o tym chciałem napisać. Ten film to już drugi przykład scenariusza, w którym główny bohater okazuje się pod koniec filmu tym złym. Pierwszy taki film to “Chaos”, nomen omen też z Jasonem Stathamem. Oczywiście w obydwu filmach pomimo zastosowania ciekawego pomysłu fabularnego jego wykonanie pozostawia ogromny niedosyt, bo nie wytrzymuje po prostu wspomnianej już wcześniej próby wiarygodności.
Powodem dla którego o tym piszę jest to, że taki pomysł na fabułę chodzi za mną już od bardzo dawna. Jak wiadomo podstawową zasadą kryminału jest to, że mordercą jest ten, kogo w ogóle byśmy o to nie podejrzewali. Kierując się tą zasadą stwierdziłem, że najmniej podejrzany jest przecież główny bohater, narrator, detektyw owego mordercy szukający. I tak narodził się pomysł. Swego czasu chciałem napisać jakieś przewrotne opowiadanie czy scenariusz rpg oparty na takim założeniu, ale że brak mi zdolności literackich nie pozostaje mi nic innego jak czekać, aż ktoś inny zrealizuje dobrze ten pomysł.
Całość należałoby osnuć wokół jakiegoś wątku kryminalnego, chociaż sceneria wcale nie musi być współczesna. Główny protagonista ma za zadanie dopaść nieuchwytnego mordercę lub zamachowca, który dybie właśnie na czyjeś życie, a nasz bohater musi go zdemaskować zanim temu uda się to życie zakończyć. Sztuką jest tu takie poprowadzenie akcji i narracji, aby czytelnik/widz nie zorientował się, że bohater poluje właściwie na samego siebie mydląc wszystkim (z czytelnikiem włącznie) oczy, a przy tym żeby po przeczytaniu całości wszystkie elementy były logiczne i wiarygodne. Podobny chwyt zastosował też Dick w ‘A Scanner Darkly’ ale jednak w nieco innej formie. Ostatecznie poszukiwanego szwarccharakteru nie udaje się złapać podobnie jak nie udaje się ocalić osoby, na którą ów polował. Gdy już wydaje się, że to koniec, główny protagonista chowa do walizki dymiący pistolet, zakrwawiony sztylet czy zatrute rękawiczki, uśmiecha się jadowicie do czytelnika i odchodzi w siną dal. Jak dotąd nie udało mi się natrafić na realizację takiego pomysłu w pełnej rozciągłości ani w kinie ani w literaturze.
Koncepcja niewiarygodnego narratora nie jest oczywiście niczym nowym, szukam tylko konkretnego jej zastosowania, bo bardzo mi taka konwencja fabularna odpowiada. Najbliższy doskonałości był chyba Kevin Spacey w ‘Usual Suspects’, ale tam bohaterów jest kilku i od początku wszyscy są podejrzani. Serialowy “Dexter” też się oczywiście nie liczy, bo tam od pierwszego odcinka wszystko jest jasne. Jeżeli ktoś spotkał się kiedyś z czymś podobnym to proszę o cynk.
Brak komentarzy.

